Etain
Starożytna

Dołączył: 28 Lut 2008
Posty: 969
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 13:48, 01 Kwi 2008 Temat postu: Legendy o wilkach |
|
|
SYNOWIE SZAREGO WILKA
Mimo odwiecznej wrogośc i, Turcy i Mongołowie uważali siebie z a potomkó w szarego wilka. P o najeździe Mongoł ó w przy życiu pozostał tylko jeden wojownik turecki. Przygarnę ł a g o wilczyca i zaprowadził a d o "ziemskiego raju" , ukrytego m iędzy g órami. Z ich związku zrodził s ię nowy naró d i pod przewodem wielkiego szarego wilka powędrował d o ziemi, n a k tórej l eż y dzisiejsza Turcja. Mongolski cesarz D żyngis Chan takż e szczycił s ię tym, ż e jest synem wilka.
NIEBIAŃSKI WILK
W Chinach wierzono, ż e z aćmienie S ł o ńc a następuje w skutek p ołknięcia tej gwiazdy przez olbrzymiego niebiańskiego wilka. B y przepędzić potwora, należ a ł o b ić w b ębny i strzelać z łuku w kierunku zagrożonego S ł o ńc a. W Europie wilk znany jest raczej jako zwierzę nocne i kojarzy s ię g o zwykle z księ życem.
WILK - DOBRĄ W RÓ Ż B Ą
Zobaczenie wilka stanowił o dla starożytnych Rzymian szczę śliwą w ró ż b ę , b o zwierzę t o b ył o p ośw ięcone Marsowi, patronowi Rzymu i bogu wojny. Rzymianie przypisywali swoje zwycięstwo nad Galami pod Sentinium w Umbrii, w roku 195 p . n . e . wilkowi, k tórego Mars posł a ł m iędzy szeregi przeciwnika.
P OŚW IĘCENIE TYRA
"Wielki wilk wiedział , ż e o d pewnego czasu bogowie zbytnio s ię nim interesują i czuł , ż e powinien mieć s ię n a bacznośc i. Gdy zobaczył ich wszystkich razem p o decydującej stracie udawał , ż e śp i, ale spod oka uważnie przygląd ał s ię nadchodzącym. Czyżb y bogowie odgadli jego plany ataku n a Asgard? Fenrir podejrzewał o t o z właszcza Odina, k tór y miał moc przewidywania przyszł o śc i. Wilk wiedział , ż e musi zaatakować siedzibę bogó w znienacka, ale dotychczas nie wymyśl ił sposobu zmylenia czujnośc i Heimdalla, boga światł a , k tór y dzień i noc czuwał u s tó p t ęczy prowadzącej d o niebiańskiej posiadł o śc i. W zachowaniu bogó w Fenrir nie dostrzegł niczego groźnego: szli wesoł o rozmawiają c . Gdy znaleźl i s ię j uż blisko, wilk udał , ż e g o zbudzili, w ię c ziewną ł szeroko, ukazują c szczęk i z ostrymi jak stal k łami. -Witaj, Fenrirze! - rzekł Odin. - Nie chciałb yś pobawić s ię z nami? - Uważa j! - pomyśl ał wilk. - Oni c oś knują ! - i udają c niezadowolenie, burkną ł : -Dobrze, niech b ędzie! -Obejrzyj t ę wstę g ę - c iąg ną ł Odin. - Wszyscy j uż p róbowaliśm y j ą rozerwać , lecz nawet muskularny Thor nie d ał jej rady. Niektórzy z nas twierdzą , ż e t y t eż nie potrafisz, a drudzy upierają s ię , ż e tylko t y masz d oś ć s ił y b y szarfę przerwać . Pomożesz nam rozstrzygną ć s pó r ? Wilk-olbrzym zadygotał z e z ł o śc i. Jego przenikliwe spojrzenie stał o s ię jeszcze okrutniejsze, a z trzewi d ał s ię s łyszeć g łuchy odgło s gniewnego bulgotania. -T o podstę p - pomyśl ał - ale muszę podją ć wyzwanie rzucone m i przez bogó w , moich wrogó w , b o wyjdę w ich oczach n a tchórza - Szybko zastanowił s ię i , silą c s ię n a spokojny ton g łosu, rzekł : - Zgoda. Mogę spróbować , ale pod warunkiem, ż e jeden z was b ędzie trzymał r ę k ę w mojej paszczy przez c ał y czas, gdy b ę d ę związany. Zamilkł i patrzył z zainteresowaniem n a reakcję bogó w . Wydawał o m u s ię , ż e Odin niedostrzegalnie opuśc ił g ło wę , chcą c ukryć niepewnoś ć pod rondem ogromnego kapelusza, k tór y zawsze nosił n a g łowie. Thor a ż zakrztusił s ię z gniewu i zacisną ł p ię śc i n a swoim św iętym m łocie. Sig pobladł a , a Frigg - żona Odina nerwowo przebierał a palcami p o ogniwach c ię żkiego z łotego naszyjnika. Jedynie Balder stał nieporuszony. Wilk tryumfował . Miał rację przewidują c , ż e bogowie chcieli z łapać g o w p ułapkę i b ę d ą zmuszeni s ię wycofać , przyznają c s ię tym samym d o bezsilnośc i. Zadowolony z siebie wyprostował s ię , b y swoją olbrzymią sylwetką zgnęb ić d o reszty przeciwnikó w . W tym momencie wystąp ił jeden z bogó w . B ył t o Tyr - b ó g - wojownik ceniony z a odwagę n a polach bitew, z a uczciwoś ć i wielką rozwagę . Stał skromnie z boku, w ię c Fenrir wcześniej g o nie zauważ y ł . Teraz, ujrzawszy Tyra, wilk doznał niemiłego przeczucia k lęski, ale p róbował j e zlekceważ y ć . -Nic m i s ię nie stanie! - przekonywał sam siebie. - Żaden z bogó w nie m a tyle odwagi, b y p ośw ięc ić swoją r ę k ę . Tymczasem Tyr bez s łowa namysł u i bez wahania wyciąg ną ł prawe ramię i podsuną ł j e potworowi pod nos. Fenrir nie m ó g ł s ię wycofać i otworzył paszczę . . . P ó źniej wszystko dział o s ię b łyskawicznie. W mgnieniu oka wilk został unieruchomiony i s pętany czarodziejską wstę g ą . Bogowie odsunęl i s ię przezornie. Pozostał tylko Tyr, k tór y p róbował przyją ć wyzwanie Fenrira. Wilk p róbował s ię wyzwolić . Nabrał powietrza w p łuca, wyprę ż y ł pierś , ale. . . p ęt a nie puszczał y . Z pianą w pysku rzucał w ściekł e spojrzenia n a bogó w , k tórzy śmieją c s ię d o rozpuku, pokazywali palcami miotającego s ię bezsilnie wroga. Wszyscy z niego kpili. Wszyscy? N o, nie! Obok wilka stał przecież p ełe n spokoju i godnośc i Tyr. Fenrir powoli zaciskał szczęk i, czekają c a ż b ó g uczyni choćb y najmniejszy gest, świadcząc y o tym, ż e chce wyswobodzić r ę k ę . Nic takiego nie nastąp ił o . Wtedy Fenrir jednym k łapnięciem odcią ł d ł o ń Tyra. Wielki wilk przegrał zakła d. Zwycięzcy bogowie byli wdzięczni Tyrowi, b o dzięk i jego p ośw ięceniu został o i m wybaczone nieuczciwe postępowanie wobec Fenrira. Związanego wilka pozostawili n a wyspie, a gdy j uż mieli odejś ć , jeden z bogó w w ł o ż y ł m u m iędzy szczęk i miecz, b y zwierz nie m ó g ł w yć z w ściekł o śc i. "
WILK Z GUBBIO
Mieszkańc y Gubbio bali s ię wychodzić z miasta. P o zmierzchu zamykali s ię w swoich domostwach, przerażeni k ładli s ię d o ł ó że k i z niepokojem wyczekiwali tylko n a jeden temat: o ostatnich wyczynach wilka grasującego wokó ł Gubbio. O d pewnego czasu zwierzę siał o strach w c ałe j okolicy. B ył o znacznie w iększe o d zwykłego wilka i tak drapieżn e, ż e nikt nie w aż y ł s ię wyjś ć d o pracy w polu. Zboż a stał y nie zebrane, a stada zamknięt o w oborach, toteż c ał a okolica, zazwyczaj t ętniąc a życiem i dostatnia, zaczynał a pustoszeć i podupadać . Gubbio wygląd ał o jak oblę żone miasto: mieszkańc y zamknięc i z a murami i odcięc i o d świata wiedzieli, ż e wkrótce zabraknie i m żywnośc i. Wyprawy przeciwko potwornemu wilkowi zawsze k ończył y s ię niepowodzeniami, w ię c m ę żczyźn i stracili ochotę d o walki, a kobiety zaczę ł y modlić s ię , żeby B ó g uwolnił miasto o d nieszczę ścia. Niedaleko Gubbio, w Asyż u , ż y ł pewien c złowiek, k tór y j uż o d najmłodszych lat uprzejmośc ią i u śmiechem zjednywał sobie przyjació ł i godził najzacieklejszych wrogó w . P ośw ięc ił swe życie s ł u żbie Chrystusowi i z e wszystkich s ił starał s ię nieś ć nadzieję i przywracać radoś ć życia ludziom najbardziej strapionym, najbiedniejszym. Gdy ponura s ława wilka z Gubbio dotarł a d o niego, uznał , ż e nie m oż e pozostać obojętny n a nieszczę ście tych przerażonych ludzi. C złowiek ten nazywał s ię Franciszek Bernardone, ale wszyscy znali g o jako brata Franciszka. I tak brat Franciszek w towarzystwie jednego tylko mnicha wyruszył d o Gubbio. Obaj byli bosi, ubrani w proste szaty z grubego w ł ókna, k tór e nosili n a c o dzień . Doszli d o Gubbio nie napotkawszy wilka, mimo i ż Franciszek śpiewał g ł o śn o pieśn i n a cześ ć Stwórcy i jego dzieł a - przyrody. Mieszkańc y miasta przyjęl i zakonnikó w bardzo serdecznie, lecz zastanawiali s ię , w jaki sposó b - j eżeli nie granicząc y z cudem - c i niepozorni m ę żczyźn i zamierzają uwolnić ich o d potwora. Gdy Franciszek oznajmił , ż e wyjdą obaj naprzeciw wilkowi bez broni - jego towarzysz trzą s ł s ię zresztą z e strachu - wszyscy byli pewni ż e postradał rozum. Ale n a usilne nalegania mnichó w otwarli w k ońc u bramę miasta. Franciszek obiecał , ż e j eżeli b ędzie trzeba, wyciąg ną wilka nawet z jego kryjówki. N a widok oddalających s ię w ą t łych sylwetek dwu śmiał k ó w kobiety z Gubbio padał y n a kolana i wznosił y modł y o ocalenie tych dobrych ludzi. A Franciszek zaintonowawszy pieś ń n a cześ ć Stwórcy skierował s ię d o lasu, gdzie rzekomo ukrywał s ię wilk. Drugi mnich został daleko w tyle i odmawiał jedną modlitwę p o drugiej, nie przyspieszają c kroku. Nagle u słyszał przecią g ł e wycie. Oniemiawszy z e strachu schował s ię szybko z a skał ę i przerażony patrzył n a Franciszka i dącego bez wahania dalej, w kierunku, s ką d dochodził g ło s zwierzęcia. . . Wilk stał n a środku drogi i wyszczerzywszy z ęb y szykował s ię d o skoku. Ale zachowanie tego c złowiek wydał o m u s ię dziwne: nie miał broni, nie p róbował uciekać , w ręc z przeciwnie, podchodził bliże j. Drapieżnik zawahał s ię przez chwilę , w ię c Franciszek miał czas, aby g o zagadną ć : -Bracie wilku, obrażasz naszego Stwór cę , zabijają c bez jego pozwolenia stworzenia, k tór e takż e s ą Jego dziełe m. W imieniu Chrystusa rozkazuję c i nie czynić j uż w ięcej z ł a ani mnie, ani komukolwiek. Jak postąp i wilk? Brat Franciszek kochał wszystkie ziemskie stworzenia i c zęsto rozmawiał z ptakami, swoimi przyjació łm i. Czy jego proste s łowa trafią d o okrutnego drapieżnika? C złowiek i wilk stali w odległ o śc i zaledwie 1 5 krokó w . Zwierz ruszył przed siebie, a Franciszek stał w miejscu jak posą g . I stał s ię cud: groźn y wilk usiadł przy nogach zakonnika i podał m u ła pę n a znak poddaństwa. Gdy mieszkańc y Gubbio ujrzeli wracających mnichó w i i dącego z a nimi potulnie, jak pies, wilka, przecierali z e zdumienia oczy. Nie mogli uwierzyć s łowom Franciszka, proszącego ich o karmienie tego zwierzęcia, k tór e j uż nigdy nie uczyni i m nic z łego. Powoli dali s ię przekonać i groźn y wilk ż y ł w miasteczku d o k ońc a swych dni, chodzą c o d drzwi d o drzwi p o s wą codzienną porcję jedzenia.
WILK I KARIBU
N a początku b ył a Kobieta i M ę żczyzna, i nic innego nie chodził o , nie p ływał o i nie latał o p o świecie, a ż pewnego dnia Kobieta wykopał a w ziemi wielki d ó ł i zaczę ł a w nim łowić . Jedno p o drugim wyciąg ał a r ó żn e zwierzęt a , a ostatnim jakie wyciąg nę ł a z dziury, b ył o karibu. P o czym Kaila, k tór y jest bogiem nieba, powiedział Kobiecie, ż e karibu t o największy dar z e wszystkich, gdyż o n żywi c złowieka. Kobieta p uśc ił a karibu n a wolnoś ć i kazał a m u s ię rozejś ć p o kraju i rozmnaż a ć , i karibu spełn ił o jej polecenie; i z czasem kraj stał s ię p ełe n karibu, tak ż e synowie Kobiety mieli dobre polowanie i dosyć jadł a , i odzież y , i dobre s kór y n a swoje namioty, wszystko z karibu. Synowie kobiety polowali tylko n a d uż e , t łuste karibu, b o nie chciał o s ię i m zabijać s łabych, m ałych i chorych zwierzą t , gdyż nie b ył y one dobre ani d o jedzenia, ani n a s kór y. I stał o s ię p o pewnym czasie, ż e chore i s łabe przewyższył y liczba t łuste i mocne, i zobaczywszy t o synowie przerazili s ię i poskarżyli Kobiecie. W ówczas Kobieta zrobił a czar i przemów ił a d o Kaili w t e s łowa: Twoja robota jest niedobra, ponieważ karibu stają s ię coraz s łabsze i chore, j eżeli j e b ędziemy jedli, t o t eżn a pewno b ędziemy chorzy i s łabi. Kaila u słyszał a i odpowiedział a : Moja robota jest dobra. Powiem Amorakowi(Wilczemu Duchowi) , a o n powie t o swoim dzieciom, i b ę d ą zjadać chore i s łabe i m ał e karibu, żeby kraj pozostał dla t łustych i dobrych. I tak s ię stał o , i dlatego karibu i wilk t o jedno, gdyż karibu żywi swym ciałe m wilka, a wilk utrzymuje karibu w sile i zdrowiu.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Ź r ó d ł o : < a href= "http: / /www.wilk.pentex.p l/mity.php" target= "_blank" >http: / /www.wilk.pentex.p l/mity.php< / a >
Post został pochwalony 0 razy
|
|