Etain
Starożytna

Dołączył: 28 Lut 2008
Posty: 969
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Nie 13:22, 06 Kwi 2008 Temat postu: Thomas Learmont i Królwa Elfów |
|
|
Wioska Ercildoume l eż y w cieniu wzgór z Eildon. Dawnymi czasy ż y ł . t u c złowiek nazwiskiem Thomas Learmont, k tór y tym jedynie r ó żn ił s ię o d s ąsiadó w , ż e lubił grać n a lutni, jak ongiś grali w ędrowni minstrele.
K tóregoś dnia w lecie Thomas zamkną ł drzwi swojej chaty i z lutnią pod pachą wyruszył w odwiedziny d o przyjaciela, wieśniaka mieszkającego n a stokach wzgór z. M yśl ał , ż e droga nie zajmie m u d uż o czasu, j eśl i szparkim krokiem przemierzy wrzosowiska. Lecz nad jego g ło wą j aśniał o rozsłonecznione niebo i kiedy dotarł d o Huntlie Bank u s tó p wzgór z Eildon, b ył j uż tak z męczony upałe m, ż e postanowił odpoczą ć w l iściastym cieniu rozł o żystego drzewa. Przed nim rozpościerał s ię niewielki las, pocięt y zielonymi korytarzami ścieże k; a gdy s ię tak wpatrywał w ich c hłodną g ł ęb ię , t rącają c leniwie struny lutni, u słyszał g órując y nad jego w łasną muzyką odległ y d źw ię k , jakby szemranie g órskiego strumyka. Nagle zerwał s ię n a nogi zdumiony, b o n a jednej z tych zielonych ścieże k pojawił a s ię jadąc a n a koniu najpiękniejsza pani, jaką widział w życiu.
Odziana b ył a w szatę z trawiastozielonego jedwabiu i w trawiastozielony aksamitny p łaszcz, a jej rozpuszczone w łosy opadał y l uźn o n a ramiona. Mlecznobiał y wierzchowiec kroczył wdzięcznie m iędzy drzewami i Thomas spostrzegł , ż e n a k ońc u k ażdego kosmyka jego grzywy uczepiony jest maleńk i dzwoneczek; brzęczenie tych dzwoneczkó w wzią ł z a szmer g órskiego strumyka.
Thomas zdją ł czapkę i przyklą k ł n a jedno kolano przed p ięk ną amazonką , k tór a śc iąg nąwszy mlecznobiałemu rumakowi cugle rozkazał a , b y m łodzieniec wstał .
- Jestem w ładczynią Krainy Elfó w i przybyła m, aby c ię odwiedzić , Thomasie z Ercildoume - rzekł a .
I z u śmiechem wyciąg nę ł a d o niego Smukł ą d ł o ń , b y pomó g ł jej zsią ś ć z konia. Thomas zaczepił uzdę o ciernistą g ał ą ź i poprowadził k rólową w cień rozł o żystego drzewa, oczarowany jej bladą , nieziemską p ięknośc ią .
- Zagraj m i n a lutni - zwróc ił a s ię d o niego k rólowa. - Ładna muzyka i zielony cień dobrze i dą w parze.
Thomas s ięg ną ł p o lutnię i mogł o s ię zdawać , ż e nigdy dotą d nie wydobywał z niej tak melodyjnych tonó w . Gdy skończył , k rólowa elfó w wyraził a m u swoje zadowolenie.
- Pragnę c ię nagrodzić - rzekł a . - Poproś mnie o łaskę , a j a c i J ą c hętnie w yświadczę .
Wtedy Thomas, zdobywają c s ię n a wielką śmiał o ś ć , u ją ł obie jej biał e d łonie.
- Pozwó l , p iękna k rólowo, bym z ł o ż y ł pocałunek n a twych ustach! - zawoł a ł b łagalnie.
K rólowa nie oswobodził a d łoni, lecz tylko s ię u śmiechnę ł a .
- J eśl i mnie pocałujesz, znajdziesz s ię niechybnie w mojej mocy. B ędziesz musiał m i s ł u ż y ć przez siedem d ługich lat, w doli i niedoli, jak s ię zdarzy.
- C ó ż znaczy dla mnie siedem lat? - powiedział Thomas. - T o kara, k tórej poddam s ię z ochotą - i przywarł wargami d o ust k rólowej.
K rólowa zerwał a s ię żwawo, a Thomas poją ł , ż e musi p ó j ś ć z a n ią , gdziekolwiek g o zaprowadzi. Lecz czar m iłosny wcią ż dział a ł z wielką mocą i m łodzieniec nie ż a łował swej zuchwałe j prośb y, choć miał a g o kosztować siedem lat doczesnego życia. K rólowa dosiadł a mlecznobiałego rumaka rozkazują c Thomasowi, b y skoczył z a n ią n a siodł o , i w ś r ó d s łodkiego pobrzękiwania srebrnych dzwoneczkó w popędzili zielonymi ł ąkami i porosłymi wrzosem zboczami z szybkośc ią w iększą o d czterech wiatró w świata, a ż znaleźl i s ię w jakiejś przedziwnej okolicy, gdzie k rólowa zsiadł a z konia i powiedział a Thomasowi, ż e odpoczną t u chwilę .
Thomas rozejrzał s ię ciekawie dokoł a , b o zrozumiał , ż e ziemia, n a k tórej s ię znaleźl i, nie jest z tego świata. Z a nimi rozpościerał a s ię falista g ęstwina paproci, zda s ię nie d o przebycia, jak morze. Ale przed nimi rozwidlał y s ię z tego odludnego miejsca trzy drogi.
Jedna droga, w ąska i stroma, b ył a z obu stron porośn ięt a g ęstymi ciernistymi krzewami i p nączami o ostrych kolcach, k tór e splatał y siej u g ór y czynią c z niej ciemny tunel. Druga b ył a szeroka i p iękna, p ełn a roztańczonych promieni s ł o ńc a, a prowadził a przez aksamitną murawę , zdobną p ękami kwiató w jak barwne klejnoty. Trzecia droga w ił a s ię w g ó r ę przez zarośl a delikatnej paproci i b ył a porośn ięt a mchami, w g órze z aś miał a zielony baldachim l iśc i rzucających c hłodny cień .
Powió d łszy oczami z a wzrokiem Thomasa, k rólowa elfó w wyjaśn ił a m u, doką d wiodą t e trzy drogi.
- W ąska i stroma ścieżk a zwana jest Drogą Cnoty - rzekł a - i niewielu tylko w ędrowcó w odważ a s ię kierować tam swe kroki. T a jasna, szeroka droga, wiodąc a przez murawę , jest Drogą Grzechu, choć wydaje s ię tak zachwycając a i p ełn a światł a . A t a m ił a droga, k tór a wije s ię m iędzy zielenią , jest drogą d o p ięknej Krainy Elfó w , gdzie t y i j a znajdziemy s ię jeszcze dziś wieczorem.
Podeszł a d o swego rumaka, k tór y b ił o ziemię kopytami i potrząs ał grzywą , tak niecierpliwie rwał s ię n a obrzeżo ną paprociami ścież k ę . Ale zanim g o z nó w dosiedli, k rólowa rzekł a d o Thomasa:
- J eśl i posłuchasz mojej rady i b ędziesz zachowywał milczenie przez c ał y czas pobytu w Krainie Elfó w , nie baczą c n a t o, c o u słyszysz lub zobaczysz, p o siedmiu latach, k tór e jesteś obowiązany m i s ł u ż y ć powrócisz d o świata ludzi. Lecz gdyby z twoich ust padł o w mym k rólestwie jedno choćb y s łowo, postradasz prawo d o szczę ścia i p o wsze czasy b ędziesz w ędrował bezdrożami rozpościerającymi s ię m iędzy Krainą Elfó w a światem ludzi.
Gdy dotarli d o Krainy Elfó w , gdzie tysią c czarodziejskich t rą b obwieśc ił o o ich przybyciu, p o czym wjechali n a zaczarowaną ziemię j aśnieją c ą cudownym blaskiem. A daleko, w krainie ziemian, mieszkańc y Ercildoume przekazywali sobie szeptem dziwną opowieś ć o Thomasie Learmoncie, k tór y znikną ł pewnego dnia.
Przez c ał y czas swego pobytu w Krainie Elfó w Thomas nie wypowiedział ani jednego s łowa, chociaż widział i s łyszał rzeczy naprawdę zadziwiając e.
A kiedy przebył w s ł u żbie k rólowej lat siedem i nadeszł a pora jego odejścia, ona sama poprowadził a g o przez zaczarowaną bramę d o zalanego s ł o ńcem ogrodu, l eż ącego j uż p o drugiej stronie. Rosł y tam smukł e lilie i przeró żn e p iękne kwiaty, a takż e drzewa rozbłyszczone zielenią , przed k tórymi kroczył y wdzięcznie łagodne jednorożc e.
K rólowa wyciąg nę ł a r ę k ę , zerwał a z drzewa jabłk o i podał a j e Tho-masowi.
- Teraz w k ońc u m ożesz przerwać milczenie - rzekł a . - W eź t o jabłk o, niech b ędzie c i nagrodą z a siedmioletnią s ł u ż b ę u mnie. Jest t o owoc zaczarowany, dzięk i niemu mieć b ędziesz p o wsze czasy dar prawdomównośc i. Nie frasuj s ię , albowiem m ó j dar nieczęsto przypada ludziom w udziale. Jest cenniejszy, n iż sobie wyobrażasz i przyniesie c i nieprzemijają c ą s ła wę . Dzięk i niemu imię Thomasa Learmonta pozostanie w pamięc i ludzkiej tak d ługo, jak d ługo istnieć b ędzie Szkocja. Teraz powinieneś j uż wracać , Thomasie, ale wpierw wysłuchaj moich s ł ó w . Nadejdzie taki czas, ż e z aż ądam twego powrotu, i musisz, m i ślubować , ż e gdziekolwiek b ędziesz, u słuchasz mojego wezwania. Przyś l ę d wóc h posł a ń c ó w , w k tórych natychmiast rozpoznasz istoty nie z twego świata. . .
Zbudziwszy s ię Thomas zobaczył , ż e l eż y w l iściastym cieniu rozł o żystego drzewa, k tór e rosł o n a Huntlie Bank. Wstał oszołomiony i utkwił wzrok w pustych ścieżkach l eśnych, daremnie nasłuchują c muzyki srebrnych dzwoneczkó w . Siedmioletni pobyt w Kramie Elfó w zdawał s ię nie d ł u ższy n iż marzenie senne w czasie popołudniowej drzemki. Przekonał s ię z e zdziwieniem, ż e nie b yłoby wielkiej r ó żnicy, gdyby przebywał poza Erciłdoume siedem dni, a nie siedem lat. T o prawda, ż e jego chata wymagał a pewnych napraw, b o wiatr wykruszył kilka kamieni w ścianach, a deszcz podziurawił strzechę ; i ż e jego s ąsiadom przybył o trochę zmartwień i kilka siwych w ło só w . Ale o gólnie rzecz biorą c p o siedmiu wiosnach, letnich żniwach i śnieżycach zimowych wszystko t u pozostał o prawie niezmienione.
O d dnia powrotu Thomas c o dzień wyczekiwał spełnienia s ię obietnicy k rólowej. Przekonał s ię z ulgą , ż e mimo wszystko m oż e nadal prawić p iękne s ł ówka c órce gospodarza i nadal potrafi przekonać ociągającego s ię s ąsiada, żeby kupił krowę lub owcę .
A ż wreszcie pewnego dnia, gdy odbywał o s ię zgromadzenie mieszkań c ó w wioski, n a k tórym m ówiono o k lęsce pomoru bydł a , jaka spadł a n a kraj, Thomas poczuł , ż e jakaś tajemnicza s ił a zmusza g o d o wstania. S łowa zdawał y s ię same padać z jego ust i w najwyższym zdumieniu u słyszał w łasną przepowiednię , ż e zaraza nie dotknie ani jednego zwierzęcia w okolicach Ercildoume. Mieszkańc y wioski patrzyli z przejęciem n a jego natchnioną postać i w jakiś niepojęt y sposó b wiedzieli ponad wszelką w ątpliwoś ć , ż e m ów i prawdę - wiedzieli t o, nim zaraza wygasł a nie uczyniwszy krzywdy ani jednej sztuce w ich stadach.
P o tym dniu Thomas wygłaszał c zęsto przepowiednie, z k tórych w iększoś ć b ył a rymowana i łatwa d o zapamiętania toteż podawano j e sobie z ust d o ust. Sprawdzał y s ię raz z a razem i gdy s ława Thomasa rozeszł a s ię p o c ałe j Szkocji, bogaci lordowie i earlowie wynagradzali g o z a prorocze s łowa i dziwowali s ię jego tajemniczej mocy. Ale choć przebywał w wielu stronach kraju i spotykał wielu ciekawych ludzi, nie porzucił Ercildoume. Z a nowo zdobyte bogactwa zbudował p iękny zamek i mieszkał w nim przez d ługie, d ługie lata. Lecz mimo c ałe j s ławy i bogactwa Thomas nie b ył naprawdę c złowiekiem szczę śliwym i ludzie t o widzieli. W jego oczach tlił o s ię zawsze dziwne światł o t ęsknoty, jak gdyby nie m ó g ł s ię pozbyć wspomnienia o nieziemskim świecie.
C o roku Thomas wydawał w swoim zamku wielką ucztę , n a k tó r ą spraszał wszystkich mieszkań c ó w wioski i rolnikó w z s ąsiedztwa. Weselono s ię wtedy przez c ał ą noc, a dzięk i kobziarzom nogi same rwał y s ię d o t ańc a i serca żywiej b ił y w piersi. Uczta b ył a wystawna, zapasy pieniącego s ię mocnego piwa wydawał y s ię nieskończone. A gdy tancerze odpoczywali i puchary raz jeszcze napełniano piwem, Thomas brząk ał n a swojej lutni.
I takiego w ł a śnie wieczoru, gdy radowano s ię i ucztowano w najlepsze, d o o świetlonej pochodniami sali wpadł s ł u ż ąc y w oła ją c , ż e przynosi niezwykł ą wieś ć . B ył o w nim tyle usilnego nalegania, ż e Thomas powstał z e swego miejsca przy stole i poprosił o ciszę , b y dopuśc ić s ł u ż ącego d o g łosu. Zamarł y śmiechy i wiwaty i w ś r ó d nagłego milczenia s ł u ż ąc y przemów ił :
- Och, panie, ujrzałe m najdziwniejszy widok n a świecie. Mlecznobiał y zają c i mlecznobiał a łania z lasu l eż ącego z a wzgórzem i dą środkiem drogi.
Doprawdy osobliwa b ył a t o wieś ć ! B o dotą d żadne zwierzę mieszkając e w lesie z a wzgórzem nie odważ y ł o s ię wyjś ć spomiędzy mrocznych drzew. Zresztą kto kiedy s łyszał o mlecznobiały m zając u i mlecznobiałe j łani?
G oście ruszyli n a spotkanie, z Thomasem n a czele. Niezwykł y widok n a drodze wyrwał i m z ust g ł o śn e okrzyki. B o oto w blasku księ życa wolno, nie baczą c n a wielki t łu m, jaki s ię nagle pojawił , s zł y owe dwa wdzięczne stworzenia.
Thomas wiedział , ż e nie s ą t o ziemskie istoty, lecz wysłannicy k rólowej elfó w , wzywając y g o d o jej s ł u żb y. Gdy wyszedł z t łumu i oddalał s ię powoli, wypełn ił o g o d ługo oczekiwane szczę ście. Mają c białego zając a p o swojej prawej r ęc e, a biał ą łanię p o lewej, Thomas Learmont odszedł wiejską drogą w stronę mrocznego lasu, b y j uż nigdy nie powróc ić d o Ercildoume.
Ale jak przyrzekł a k rólowa elfó w , jego wielki dar jasnowidzenia przynió s ł m u trwał ą s ła wę , d o dziś bowiem ludzie cytują jego porzekadł a i powtarzają jego rymowanki.
"font-style: italic" > P ók i Kolczaste Drzewo nie padnie,
Ercildoume ziemię zachowa snadnie. < /span>
W roku, w k tórym Drzewo Kolczaste istotnie padł o , wszyscy kupcy w Ercildoume potracili majątki, a wkrótce potem zabrano mieszkańcom skrawek gruntó w gminnych.
Oto dwie dalsze przepowiednie, k tór e s ię jeszcze nie spełn ił y :
"font-style: italic" >Gdy Krowy Gowrie staną k oł o l ąd u,
Strzeż s ię , b o oto zbliż a s ię Dzień S ąd u. < /span>
(Krowy Gowrie t o dwa ogromne g łazy, l eż ąc e poza linią największego przypływu u wybrzeż a Invergowrie w zatoce Tay. Podobno zbliża ją s ię d o l ąd u z szybkośc ią jednego cala rocznie. )
"font-style: italic" >York b ył , Londyn jest dziś , z aś Edynburg b ędzie< /span>
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
niecookrojnoa legenda pochodzi z e strony:
< a href= "http: / /www.mojairlandia.p l" target= "_blank" >http: / /www.mojairlandia.p l< / a >
Post został pochwalony 0 razy
|
|